Chrześcijański jogin, który został skazany na procesie Pileckiego

357
0
Podziel się:

Makary Sieradzki (1900 -1992) był żołnierzem Armii Krajowej i współpracownikiem rotmistrza Pileckiego. Był też joginem i wegetarianinem, chrześcijaninem z szacunkiem podchodzącym do religii Wschodu. Straciwszy zdrowie w stalinowskim więzieniu, odzyskał je dzięki ascetycznej diecie i ćwiczeniu jogi, co opisał w książce „Życie bez chorób”.

Makary Sieradzki dużo miejsca poświęcił w niej także problemom społecznym: nałogom, niewłaściwej diecie i degradacji środowiska naturalnego w PRL. Odwoływał się przy tym do autorytetów tak różnych, jak Budda, Gandhi, Karol Wojtyła, Norwid, Julian Aleksandrowicz czy Jiddu Krishnamurti. Dziś, w czasach polaryzacji światopoglądowej i ideologicznych podziałów zarówno książka, jak i jej autor zasługują na szczególną pamięć i uwagę.

Człowiek o niezwykłym życiorysie

W Wikipedii znajdziemy o Sieradzkim następujące informacje:

„Makary Sieradzki ps. „Romek”, „Stolarski” (ur. 1 stycznia 1900 w Brzezinkach, zm. 28 grudnia 1992 w Warszawie) – polski pedagog, polonista, podporucznik Armii Krajowej, współpracownik rotmistrza Witolda Pileckiego, pracownik Kuratorium Oświaty w Warszawie, skazany w procesie pokazowym „grupy Witolda” na dożywotnie więzienie, więzień polityczny w latach 1947–1956, po uwolnieniu propagator zdrowego trybu życia, jogin.”

Powstanie Warszawskie, powojenna współpraca z Pileckim

Sieradzki walczył powstaniu warszawskim, w zgrupowaniu „Kryska” na Powiślu. 17 września 1944, by uniknąć niewoli, przepłynął na praski brzeg Wisły.

Po wojnie skontaktował się z nim Witold Pilecki. Zadaniem, jakie powierzył Sieradzkiemu, było m.in. zbieranie informacji o zmianach w programie nauczania wprowadzonych przez nowe władze Polski. Jak wiemy, komuniści schwytali i po pokazowym procesie zamordowali Pileckiego. Bardzo ciężki, choć nie aż tak tragiczny los przypadł w udziale także jego współpracownikom, w tym właśnie Makaremu Sieradzkiemu. Na zdjęciu z procesu Pileckiego, na ławie oskarżonych pierwszy z prawej siedzi Pilecki, a pierwszy z lewej – Sieradzki. Makary Sieradzki z więzienia został zwolniony w 1956 w wyniku amnestii.

Początek lat dziewięćdziesiątych: rehabilitacja i uznanie

Z Wikipedii dowiemy się też, że Sieradzki „wraz z żoną Heleną w 1991 został uhonorowany tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata – Sieradzcy ukrywali w czasie okupacji niemieckiej trzy Żydówki”. A także o tym, że małżeństwo Sieradzkich w roku 1990 „przekazało pieniądze otrzymane jako odszkodowanie za pobyt w komunistycznych więzieniach na budowę nowego domu w Schronisku dla Niepełnosprawnych w Radwanowicach, będącego placówką macierzystą Fundacji im. Brata Alberta”.

Znajdziemy tam również informacje o książkach, które napisał Sieradzki: „Jak straciłem, jak odzyskałem i jak pielęgnuję zdrowie” oraz „Życie bez chorób”. O tej drugiej pozycji chciałbym tu Państwu opowiedzieć.

Koniec lat osiemdziesiątych: upadek komuny, rozkwit New Age

Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to bardzo ciekawy czas, w którym zyskują na popularności wszelkie tematy, mieszczące się w pojemnym pojęciu New Age. Objawiało się to choćby w wyraźnym wzroście zainteresowania różnymi rodzajami „medycyny alternatywnej”, na przykład akupunkturą i bioenergoterapią.

Nie inaczej było w moim rodzinnym domu. Między pseudonaukowymi książkami o Reiki („tradycyjnej japońskiej metodzie leczenia bioenergią” o skuteczności w porywach na poziomie placebo) a pełnymi kompletnych bzdur dziełami wybitnego fantasty Ericha von Dänikena, na półce stało sobie właśnie „Życie bez chorób” Sieradzkiego.

Ochrona i kształtowanie środowiska człowieka obowiązkiem narodowym i zadaniem społecznym”

Książka została wydana w 1990 przez… Centralę Usługowo-Wytwórczą Różdżkarz jako Tom XV „Biblioteki Różdżkarza” (!). Hasłem przewodnim tej serii było: „Ochrona i kształtowanie środowiska człowieka obowiązkiem narodowym i zadaniem społecznym”. Sieradzki pisał ją jednak jeszcze w latach osiemdziesiątych, „za komuny”, czyli w PRL.

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz wziąłem do ręki „Życie bez chorób”, ale musiało to być we wczesnych latach 90. Pamiętam jednak, że książka zrobiła na mnie bardzo silne wrażenie. Podobnie jak i osoba jej autora. Człowiek po osiemdziesiątce ćwiczący jogę, zdobywający najwyższe tatrzańskie szczyty, asceta żyjący na surowej, wegetariańskiej diecie. W dodatku z wojenną i konspiracyjną przeszłością, która starczyłaby na niejeden życiorys. Gdyby jakiś scenarzysta taką postać wymyślił, uznalibyśmy pewnie, że ma zbyt bujną wyobraźnię.

1947-1956: stalinowskie więzienie

Oddajmy głos samemu Sieradzkiemu:

„Urodzony i wychowany w sielskich warunkach Kielecczyzny w pobliżu rozległych lasów, w których do 13 roku życia od wczesnej wiosny do późnej jesieni spędzam większość dnia, do 47 roku życia byłem człowiekiem całkowicie zdrowym. Dopiero w więzieniu, w którym przebywałem w latach 1947-1956 z wyrokiem dożywotnim, straciłem zdrowie. Siedziałem 9 lat i 5 dni: 7 dni w piwnicy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Koszykowej 6 w żałosnych warunkach higienicznych (zawszenie), rok i pięć miesięcy w więzieniu na Mokotowie, resztę w Więzieniu Karnym we Wronkach, w tym 17 miesięcy w izolatce. Kwalifikacja przestępstwa – szpiegostwo (…)”

Sieradzki opisuje dość dokładnie koszmar, który przeszedł, zainteresowanych odsyłam do książki. Nawet bez czytania jego wspomnień wiemy jednak dobrze, że stalinowskie więzienie to nie sanatorium. Jeśli miało się szczęście wyjść z niego żywym, to zwykle jako wrak człowieka. Nie inaczej było w przypadku Sieradzkiego, którego zdrowie psychiczne i fizyczne było w roku 1956 zrujnowane.

Czytaj także: PRL możemy winić za wiele rzeczy, ale smog to w dużej mierze dziedzictwo III RP

Lekarze nie pozostawiali mu złudzeń: do zdrowia już nie wróci, a jedyne co może, to oszczędzać się, by nie pogarszać swojego stanu. Sieradzki jednak nie poddał się i podjął dość radykalne kroki. Zerwał z medycyną oficjalną (czego raczej nie należy naśladować). I zaczął leczyć się sam za pomocą głodówek i ascetycznej diety, o czym więcej za chwilę. A także za pomocą jogi, w tym ćwiczeń oddechowych (pranajamy).

I udało się – zdrowie odzyskał, dożył prawie 93 lat (przeżył dwóch swoich synów!) i pewnie mógłby żyć jeszcze dłużej, ale zginął potrącony przez samochód.

Co bardzo ważne, przez „zdrowie” Sieradzki rozumiał nie tylko zdrowie fizyczne. Nie był dla niego zdrowy człowiek, postępujący niemoralnie lub nieetycznie.

Dieta przywracająca zdrowie

Jadłospis Państwa Sieradzkich, a przynajmniej Pana Makarego, był, oględnie rzecz ujmując, dość skromny:

„Moje śniadanie: po dość intensywnych ćwiczeniach Hatha-Jogi (zob. niżej) ok. godz. 6 wypijam mały kubek mleka, ewentualnie z łyżeczką miodu, a około godz. 8 większy kubek (ok. półtorej szklanki) soku z jabłek, od czasu do czasu także z marchwi, z kapusty, z buraka, z selera.”

Mój obiad składa się z owoców i surowych jarzyn o różnym składzie i w różnych proporcjach z ogólną tendencją jak największej rozmaitości, tj. możliwie szerokiego asortymentu owoców i jarzyn. Poszczególnych owoców i jarzyn staram się na ogół nie mieszać z innymi – z pewnymi wyjątkami, jak np.:

-grubo tarta marchew z chrzanem,

-grubo tarty burak z chrzanem,

-kapusta z cebulą, z jabłkiem, z czosnkiem,

-pomidory z cebulą.

„Kolacji nie ma. Najwyżej, niekiedy, jabłko, kubek mleka, kefiru, jogurtu. Przed położeniem się do snu wypijam szklankę surowej wody źródlanej lub „mazowszanki”.”

„Wszystko dokładnie fleczeruję (chodzi o bardzo dokładne rozgryzanie pokarmu i mieszanie go ze śliną przed połknięciem – przyp. JJ). W sobotę nie jadam. Piję tylko wodę i soki. Unikamy cukru, słodyczy z wyjątkiem miodu w niewielkiej ilości. Takie wytwory sztuki kulinarnej, jak majonez, musztarda, torty i wszelkie ciastka wykluczyliśmy dawno z jadłospisu domowego. Także kawę i kakao. Przynoszą one więcej szkody niż pożytku.”

Czytaj także: 53 procent Polaków wyrzuca jedzenie. Najczęściej w koszu lądują warzywa, owoce i pieczywo

Przyznacie Państwo, że robi to pewne wrażenie, a najbardziej przeraża chyba wizja braku kawy. Cokolwiek jednak byśmy na temat diety Sieradzkiego myśleli, najwyraźniej dobrze mu służyła.

(Od dłuższego czasu wiadomo, że w przypadku zwierząt laboratoryjnych obniżona podaż kalorii wydłuża życie. Jednak dopiero od niedawna mamy solidne badania, pokazujące, że taki sam efekt występuje u ludzi).

Ława oskarżonych w procesie Witolda Pileckiego. Makary Sieradzki siedzi w pierwszym rzędzie po prawej. Fot. Domena publiczna

Jadłospis bez mięsa

Jak można domyślić się z przywołanego wcześniej przykładowego jadłospisu, Sieradzki całkowicie zrezygnował z jedzenia mięsa. Jak sam pisze:

„Mięso przestałem jeść w roku 1947 z konieczności, bo w diecie więziennej nie było dlań miejsca. Wegetarianizm świadomy począłem praktykować w roku 1956. A więc mam za sobą 43 lata życia bez mięsa, choć i w okresie międzywojennym i w czasie wojny mięso w moim domu nie stanowiło potrawy podstawowej, codziennej.”

W innym miejscu mamy:

„Jestem wegetarianinem. Jedzenie mięsa, jego przetworów i tłuszczów zwierzęcych traktuję jako szkodliwy nałóg, który jest źródłem wielu chorób i słabości.”

W czasach Sieradzkiego takie poglądy i postawy zdecydowanie nie należały do mainstreamu. Szczególnie w latach osiemdziesiątych, gdy pisał „Życie bez chorób”, mięso i jego przetwory były deficytowymi i bardzo pożądanymi towarami.

Czytaj także: Pokolenie vege. Młodzi coraz częściej rezygnują z mięsa

Warto tu jednak dodać, że Makary Sieradzki jeszcze w latach dwudziestych zetknął się z osobą i ideami Wincentego Lutosławskiego (1863-1954), które miały na niego silny wpływ. Lutosławski, filozof i działacz społeczny, autor głośnej w swoim czasie książki „Rozwój potęgi woli”, sam propagował wegetarianizm. Co ciekawe, już na początku XX wieku Lutosławski walczył też z paleniem tytoniu. Wróćmy jednak do Sieradzkiego.

Wegetarianizm jako wybór etyczny

Motywacją do odejścia od mięsa był dla Sieradzkiego nie tylko jego szkodliwy wpływ na zdrowie, ale – może przede wszystkim – kwestie etyczne. Po pierwsze, wpływ diety mięsnej na zachowanie i moralność człowieka, o czym więcej za chwilę. Po drugie, Sieradzki znał i używał argumentu mówiącego, że z tego samego areału ziemi uprawnej dietą roślinną można wyżywić więcej ludzi niż dietą zawierającą mięso. A po trzecie wreszcie, fakt zabijania zwierząt:

„Do końca życia nie wezmę już do ust zwierzęcego trupa, nie sprzeniewierzę się podstawowemu Prawu Życia: nie zabijaj.”

„Czyż człowiek, homo sapiens, ‘miara wszechrzeczy’, zabijający krowę owcę czy kurę dla dogodzenia własnemu podniebieniu, nie współdziała wbrew Prawu Życia wyrażonemu w piątym przykazaniu – z siłami zła? Czyż człowiek zabijający fokę, wydrę lub łasicę dla pokrycia i ozdobienia swego ciała ich futrem nie zasługuje na miano mordercy współdziałającego z siłami zła? Czy kobieta okryta i ozdobiona futrem karakułowym uświadamia sobie jego pochodzenie i cierpienia zarówno matki, jak i jagniąt w jej łonie?”

Jeśli Państwo wciąż nie wiecie, jak powstaje futro karakułowe, to dla własnego spokoju może lepiej tego nie sprawdzać.

Czy wegetarianin może palić i pić?

Jeśli sięgniecie po „Życie bez chorób”, szybko zorientujecie się, że nie wszystkie informacje przytaczane przez Sieradzkiego są prawdziwe. A przynajmniej, że ich prawdziwość jest mocno wątpliwa (dotyczy to zwłaszcza kwestii medycznych). Przykładów jest zbyt wiele, by je tu wszystkie wymienić. Również część jego opinii jest, dyplomatycznie rzecz ujmując, dyskusyjna, a często rozczulająco naiwna.

Dość zabawne jest na przykład stwierdzenie, że „wegetarianin nie pije, i nie pali, bo jego organizm nie znosi tych trucizn”.

(Sieradzki wielokrotnie ostro i bezkompromisowo wypowiada się na temat nałogów alkoholizmu i nikotynizmu, miejscami też w podobnym duchu wspomina o narkomanii).

Sieradzki miał tu jednak rację o tyle, że w jego czasach, gdy niejedzenie mięsa nie było zjawiskiem masowym, zapewne większość wegetarian nie paliła i nie piła.

Czytaj także: Bez mięsa sobie nie poradzimy? To mit. „Coraz więcej osób wybiera dietę z myślą o planecie” [PODCAST]

Co najmniej mocno dyskusyjna jest opinia autora na temat związków między mięsną dietą a naszym zachowaniem:

„Mięso nasila w nas cechy zwierzęce” (Claude Bragdon. Joga dla ciebie, czytelniku s. 64); drapieżne, agresywne instynkty – nienawiść, zazdrość, podejrzliwość”.

Makary Sieradzki uważał zwierzęta roślinożerne za bardziej szlachetne od mięsożernych. fot. Edgar Smislov/Shutterstock

Czy Hitler mógł być wegetarianinem?

Kierując się tą logiką, Sieradzki absolutnie odrzuca możliwość, jakoby Adolf Hitler mógł być (choćby tylko przez jakiś czas) wegetarianinem. Według Sieradzkiego osoba niejedząca mięsa nie mogłaby przecież być takim zwyrodnialcem i potworem jak wódz III Rzeszy, a mit „Hitlera – wegetarianina” został stworzony przez Joachima Goebbelsa.

Autor „Życia bez chorób” z trudem przyjmuje też do wiadomości, że niejedzący mięsa Hindusi mogą dopuszczać się przemocy czy wręcz zbrodni na tle religijnym. A jak wiadomo, wyznawcom Hinduizmu po dziś dzień zdarza się przecież stosować bardzo brutalną przemoc wobec wyznawców innych religii.

Szlachetna sarna i krwiożerczy wilk

U większości osób zapewne wzbudzą też uśmiech stwierdzenia w rodzaju:

„Zwierzęta roślinożerne: jeleń, koń, łoś, owca, słoń itd. – ciche, zdrowe, odporne na choroby, silne, piękne, przyjemne i szlachetne. Ciężko pracujący koń lub wielbłąd, który przemierza setki kilometrów pustyni, nie czerpią siły z białka zwierzęcego. Zwierzęta mięsożerne: hiena, lampart, lew, sęp, szakal, tygrys, wilk itd. – agresywne, krwiożercze, podstępne, odrażające. Żarłoczny, krwiożerczy wilk podstępnie lub w pogoni napada, morduje w cierpieniach i rozrywa zatrwożoną, niewinną, szlachetną sarnę”.

Czytaj także: Co roku przez polowania ginie ponad 200 tysięcy ptaków. „Są zabijane wyłącznie dla rozrywki”

Mamy tu echa dziewiętnastowiecznych poglądów o podziale zwierząt na gatunki szkodliwe, które trzeba tępić, i pożyteczne, które należy chronić. Dziś jednak dla prawie wszystkich jest już jasne, że bez drapieżników żaden naturalny ekosystem nie będzie prawidłowo funkcjonować.

Ponad podziałami

Dużą część tego, co pisze Sieradzki, łatwo byłoby więc wyśmiać jako rzeczy skrajnie naiwne lub niezgodne z wiedzą naukową. A w rezultacie odrzucić hurtem wszystko, co ma nam do powiedzenia. To jednak byłoby dużym błędem. Nie tylko dlatego, że bylibyśmy niesprawiedliwi wobec autora „Życia bez chorób”. Także dlatego, że zaszkodzilibyśmy sobie sami, tracąc możliwość nauczenia się i zrozumienia wielu bardzo ważnych i cennych rzeczy.

Ciekawe i pouczające jest już choćby istnienie człowieka, którego poglądy nie wpisują się w żadne współczesne stereotypowe podziały ideowe lewica-prawica. W zaskakująco spójny i harmonijny sposób Sieradzki łączył idee i przekonania, które dziś przypisalibyśmy konserwatywnej prawicy z takimi, które pasują raczej do „lewackiej ekologii”. W dodatku ze sporą dozą ezoteryki, fascynacji Wschodem i New Age.

Brak hipokryzji

Każda osoba czytająca przemyślenia Sieradzkiego uważnie i z życzliwym nastawieniem szybko przekona się, że ma do czynienia nie tylko z człowiekiem głęboko mądrym, ale też z kimś, kto swoim życiem poświadcza to, w co wierzy.

A to dziś naprawdę nie jest częste. Z jednej strony mamy na przykład osoby, które deklarują zatroskanie stanem klimatu, Planety i losami mieszkańców „Globalnego Południa”, a które latają daleko na wakacje emitującymi ogromne ilości CO2 samolotami. Robią tak nawet niektórzy lewicowi aktywiści klimatyczni, którzy zwykle z zapałem będą tłumaczyć nam, że za zmianę klimatu odpowiadają kapitalizm i patriarchat. (Osobiście znam wiele takich przypadków).

Czytaj także: Poleciał na koniec świata ratować żółwie. Wyemitował więcej, niż ty w miesiąc [KOMENTARZ]

Z drugiej strony mamy ludzi określających się jako prawicowcy i podkreślających swój patriotyzm, którym jednak zupełnie nie przeszkadza niszczenie ojczystej przyrody, lasów, zatruwanie rzek czy powietrza. Często są to osoby deklarujących też żarliwą wiarę w Boga, a tak naprawdę będące skrajnymi materialistami.

Ani jedni, ani drudzy nie wzbudziliby pewnie aprobaty Sieradzkiego, dla którego folgowanie swoim zachciankom ze szkodą dla przyrody czy innych ludzi byłoby zupełnie nieakceptowalne. Podobnie jak obojętność wobec problemów zatrucia środowiska. W „Życiu bez chorób” Sieradzki nie raz przypomina też, że (ówczesna) Polska była krajem o najwyższym stopniu degradacji środowiska naturalnego. Co ciekawe, powołuje się przy tym na książkę „Zagrożenia ekologiczne” wydaną w roku 1985 przez … Akademię Nauk Społecznych przy KC PZPR.

Czytaj także: „Tu 'chemię’ dostaje się bez kolejki”. Gdy ogłaszano alarm, musieli zamykać dzieci w domach

Szacunek do wszelkiego życia

A przecież i lewicowcy, i prawicowcy mogliby z korzyścią dla siebie potraktować Sieradzkiego jako wzór do naśladowania, przynajmniej w niektórych kwestiach.

Jednak by to zrobić, musieliby przekroczyć własne uprzedzenia ideologiczne, co niestety zdarza się bardzo rzadko. I jedni i drudzy mieliby pewnie duży problem z bezkompromisowym szacunkiem do wszelkiego życia, jaki prezentował Sieradzki.

Czytaj także: Organizują bal przeciwko myśliwym. „To jedynie krwawe hobby”

Większości prawicy przeszkadzałby zapewne nieprzejednany sprzeciw Sieradzkiego wobec zabijania zwierząt, a lewicy – jego absolutny brak akceptacji dla aborcji (którą nazywa dzieciobójstwem), a szerzej: konserwatywne poglądy na temat małżeństwa i rodziny.

Dodatkowo weganie mogliby zarzucić Sieradzkiemu niekonsekwencję, bo nie jadł mięsa, ale już nabiał – tak.

Skąd bierze się etyka?

Zarówno w kwestii jedzenia mięsa, jak i innych problemów etycznych, bezkompromisowa, „zerojedynkowa” postawa Sieradzkiego wynikała zapewne z jego głębokiej religijności i duchowości. Poszanowanie wszelkiego życia mogło też po części wynikać z doświadczenia koszmaru wojny i dwóch okupacji.

Autor „Życia bez chorób” określał sam siebie jako chrześcijanina, choć niekoniecznie ortodoksyjnego katolika. Po przedstawieniu na końcu książki swego „credo religijno-filozoficznego” pisze tak:

„”Credo” powyższe odbiega od ortodoksji katolickiej, ale też autor, wyznawca nauki Chrystusa korzysta z przywileju wolności dzieci Bożych, także z prawa do błędu.”

Czytaj także: Polski Kościół wzywa do ochrony środowiska: „trzeba zdecydowanej postawy administracji i ludzi dobrej woli.”

Podkreślam tu religijność i duchowości Sieradzkiego, bo czyż nie jest tak, że bez jakiejś sensownej religii (choć niekoniecznie teistycznej) lub systemu filozoficznego w rodzaju stoicyzmu większości z nas trudniej jest bronić się przed różnymi toksycznymi aspektami współczesnego świata? Choćby przed wpływem wszechobecnego konsumpcjonizmu i indywidualizmu, które są bardzo istotnym źródłem wielu współczesnych kryzysów – z kryzysem klimatycznym i ekologicznym na czele.

Chrześcijanin zafascynowany religiami Wschodu

Inna rzecz, z dzisiejszej, polskiej perspektywy i niezwykła, i cenna, to otwartość Sieradzkiego na inne religie, jego fascynacja hinduizmem i buddyzmem, a szerzej: duchowością Wschodu.

W „Życiu bez chorób” znajdziemy cytaty m.in. z Bhagawatgity i Tirukkuralu („świętej księgi Indii Południowych”), a także z Buddy, Ramany Maharishiego, Ramakrishny czy Jiddu Krishnamurtiego. Sieradzki zna i cytuje duchownych katolickich budujących mosty między chrześcijaństwem i religiami Wschodu, takich jak Bede Griffiths czy Thomas Merton.

To ogromny kontrast z tymi współczesnymi polskimi katolikami, którzy ostrzegają przed jogą czy hinduizmem jako systemami szatańskimi, a przynajmniej pogańskimi i przez to niebezpiecznymi dla osób wierzących.

Człowiek, od którego możemy się wiele nauczyć

Z wielu powodów warto więc dziś pamiętać o osobie Makarego Sieradzkiego i o tym, co miał nam do powiedzenia. Jego zdyscyplinowane i etyczne życie wciąż może być dla wielu osób inspiracją.

Choć Makary Sieradzki wciąż nie jest postacią powszechnie znaną, pamięć o nim (a szerzej – o Państwu Sieradzkich) jest na szczęście podtrzymywana. I to zarówno ze strony osób zainteresowanych jogą (patrz np. „Makary Sieradzki – jogin niezłomny”), jak i tych, których bardziej interesuje konspiracyjna przeszłość Sieradzkiego. Autor „Życia bez chorób” wpisuje się przecież w szeroko rozumianą kategorię „żołnierza wyklętego”, choć jest tak krańcowo różny, jak tylko można być, od mrocznych postaci w rodzaju Romualda Rajsa „Burego” czy Józefa Kurasia „Ognia”.

Cennym dokumentem historycznym jest pamiętnik syna Państwa Sieradzkich, Ignacego, który pisał po aresztowaniu rodziców (miał wtedy lat czternaście).

Pamięć o Makarym Sieradzkim pielęgnuje też jego wnuk, Jakub.

Fot. tytułowe: Makary Sierdzaki bo aresztowaniu przez bezpiekę, Domena publiczna

Podziel się: