Przez ćwierć wieku Polska nie zrobiła prawie nic, by zmniejszyć emisje zanieczyszczeń

Podziel się:

Dostępne dane pokazują, że w Polsce między rokiem 1990 a 2016 emisja większości zanieczyszczeń powietrza zmniejszyła się bardzo nieznacznie. Pod tym względem wypadamy dużo gorzej niż średnia unijna – w tym samym okresie emisja zanieczyszczeń w całej Unii Europejskiej spadała znacznie szybciej.

Od czego zależy jakości powietrza – stężenia zanieczyszczeń w konkretnym miejscu i czasie?
A no po pierwsze od wielkości emisji – jak dużo zanieczyszczeń wyprodukujemy [1].

Po drugie, od pogody. Trochę upraszczając: wieje wiatr – da się oddychać, bo zanieczyszczenia są dobrze rozpraszane, rozcieńczane. Brak wiatru lub konwekcji – przy takiej samej ilości emitowanych zanieczyszczeń dusimy się w „smogu”. Wiadoma sprawa.

Pogoda może się mocno zmieniać się z dnia na dzień, z roku na rok: raz zima jest łagodna i wietrzna, inny razem ostrzejsza i z dużą ilością dni bezwietrznych. I na to oczywiście wielkiego wpływu nie mamy.

A co, jako Polska, zrobiliśmy przez ostatnie (już prawie) trzydzieści lat, by zmniejszyć swoje emisje? Jeśli popatrzymy na oficjalne dane, które nasz kraj raportuje do Unii Europejskiej, to okaże się że najwyraźniej nic lub bardzo niewiele. Nie wierzycie? To zobaczmy jak między rokiem 1990 a 2016 (brak na razie nowszych danych) zmieniała się emisja różnych szkodliwych substancji. Po kolei, zaczynając od najważniejszego zanieczyszczenia, jakim jest

pył zawieszony

Od 1990 do 2016 emisje PM10 spadły o 16%, emisje PM2.5 o 14%, a sadzy (BC, black carbon) zaledwie o 12%. Dla porównania, w tym samym czasie średni spadek emisji PM2.5 dla całej Unii Europejskiej był dwukrotnie wyższy: 28%, zaś dla sadzy wyniósł 41% [2]. Jeszcze gorzej wypadamy, jeśli chodzi o

emisje wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA)

których stężenia od lat są w Polsce dużo wyższe niż w jakimkolwiek innym kraju unijnym. WWA to liczna rodzina związków chemicznych, ale emisje szacuje się (a stężenia mierzy) tylko dla kilku z nich. W tym dla najbardziej znanego, ponad wszelką wątpliwość rakotwórczego i mutagennego benzoapirenu (B[a]P). Akurat w roku 2016, w porównaniu z rokiem 1990 emisje WWA [3] w Polsce były takie same, ale emisje B[a]P wzrosły o 20%. Dalej jest równie wesoło.

Emisje dioksyn (PCDD/F)

w omawianym okresie spadły w naszym kraju raptem o 14%, a tymczasem w całej Unii aż o 67%. Tak jak w przypadku WWA, głównym źródłem emisji dioksyn są obecnie domowe paleniska, a nie jak kiedyś przemysł. Bardzo ważnym, jeśli nie najważniejszym powodem wysokich emisji dioksyn w naszym kraju jest wciąż powszechne spalanie odpadów z tworzyw sztucznych w piecach, kotłach CO lub w ogniskach. Jest to zjawisko, które wciąż w większości miejsc w Polsce znajduje się poza jakąkolwiek kontrolą. Dodatkowo, można niechcący bardzo zwiększyć emisję dioksyn ze swojego komina, jeśli się używa niewłaściwego preparatu do dopalania sadzy.

No dobrze, był już pył, WWA i dioksyny, to teraz

metale ciężkie

I tu sytuacja Polski również nie wygląda zbyt różowo.

W latach 1990-2016 emisje rtęci (Hg) spadły w naszym kraju jedynie o 25%. W tym samym okresie w całej Unii emisja tego pierwiastka spadała prawie trzykrotnie szybciej, o 71%. W dodatku, w 2016 Polska wyemitowała najwięcej rtęci ze wszystkich krajów UE. Warto przypomnieć, że największy udział w emisji rtęci ma w Polsce spalanie węgla w energetyce. Co gorsza, emisje rtęci z energetyki mogą być dużo większe, niż oficjalne szacunki.

Podobną jak dla rtęci sytuację mamy dla kadmu (Cd): spadek emisji o 32%, podczas gdy dla całej Unii o 65%. Tu znów Polska zajęła pierwsze miejsce w całkowitej emisji (minimalnie ustępują nam Niemcy).

Fatalnie jest też w przypadku ołowiu (Pb). Polska: w latach 1990-2016 spadek emisji zaledwie o 13%, cała Unia: o 93% [4]. W większości krajów UE emisje ołowiu spadły o ponad 80%. A, i nasz kraj odpowiada za, bagatelka, ponad ¼ całkowitej unijnej emisji tego pierwiastka. Jeśli ktoś życzy sobie liczb bezwzględnych, proszę bardzo: w roku 2016 polskie emisje ołowiu to aż 418 ton!

Wreszcie arsen (As)- pierwiastek znany nawet wielu osobom bardzo nie lubiącym chemii. No bo każdy słyszał chyba o arszeniku, prawda? A arszenik to trójtlenek arsenu (As2O3). Bez niespodzianki: Polska (spadek emisji o 23%) po raz kolejny znacząco gorsza niż średnia unijna (spadek o 67%). I znowu nasze emisje są jednymi z najwyższych w UE.

A skąd emitowany jest arsen? A na przykład z hut miedzi na Dolnym Śląsku. Hut, dodajmy, należących do jednego z największych państwowych koncernów – obrzydliwie bogatej spółki skarbu państwa, jaką jest KGHM Polska Miedź.

I to nie jest czepianie się dla samego czepiania, bo w tym przypadku dobrze wiemy, że wysokie emisje przekładają się na wysokie stężenia. W 2016 r. w Głogowie średnie roczne stężenie arsenu w powietrzu wyniosło 12,6 ng/m³, natomiast w 2017 r. już 30,23 ng/m³ (dane Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska we Wrocławiu). Norma zaś to … 6 ng/m³. A wysokie stężenia arsenu nie są zapewne obojętne dla zdrowia mieszkańców Głogowa, skoro przekroczenia norm tego pierwiastka w moczu stwierdzono u co piątego z przebadanych 2 tys. Głogowian.

Czy da się powiedzieć cokolwiek pozytywnego?

Tak. Przez te 26 lat bardzo znacznie, bo o 78% spadły w Polsce emisje dwutlenku siarki (SO2). Ale w całej UE – średnio aż o 91%. I to by było na tyle pozytywów, bo już w przypadku tlenków azotu (NOx) jest znacznie gorzej – spadek o 31% (średnia unijna to 58%).

Czy te dane są w ogóle wiarygodne?

No cóż – szacowanie emisji to nie jest łatwe ani wdzięczne zadanie. Nie wiem jak w przypadku Polski, ale wydaje mi się że niektóre dane dla innych państw nie są pozbawione błędów. Na przykład podejrzanie wysokie są raportowane emisje WWA, w tym B[a]P w Portugalii (Tabela 3.26 na stronie 88 omawianego raportu). Jeśli te liczby miały by być prawdziwe, to Portugalczycy musieli by chyba po cichu wybudować na swoim terytorium kilkaset koksowni.

Jednak przedstawione liczby to oficjalne dane, jakie Polska (tak jak i inne kraje członkowskie) raportuje do Unii Europejskiej. Każdy może po nie sięgnąć. I z danych tych widać bardzo wyraźnie, że Państwo Polskie przez ostatnie dwadzieścia parę lat nie dbało jakoś przesadnie o zmniejszanie emisji substancji szkodliwych dla zdrowia ludzkiego i środowiska. Które to substancje trafiają także do wód, gleby, żywności i naszych organizmów. A przecież troska o stan środowiska i zdrowie publiczne zapisana jest nawet w Konstytucji RP.

A, i jeszcze jedno. Zamiast mówić, że zanieczyszczenia przywiewane są do nas od sąsiadów [5], może warto by się najpierw uderzyć we własne piersi, zrobić rachunek sumienia i zapytać, ile z naszych zanieczyszczeń trafia poza granice Polski?

Jeśli jesteście Państwo przygnębieni danymi które przytoczyłem, to mam złą wiadomość: w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Przecież

Nie wszystkie emisje są raportowane

Po pierwsze, przedstawiona lista zanieczyszczeń nie jest, rzecz jasna, kompletna – są to najważniejsze, ale bynajmniej nie wszystkie szkodliwe substancje emitowane przez przemysł, gospodarstwa domowe, transport czy inne źródła. Nie ma tu choćby benzenu czy formaldehydu.

Ale nawet jeśli popatrzymy tylko na zanieczyszczenia, o których była mowa wyżej, to i tak mamy wiele źródeł które raczej nie są objęte inwentaryzacją emisji. Okazuje się bowiem że jeśli w Polsce zakład nie ma pozwolenia na emisję danej substancji, to … może jej emitować ile dusza zapragnie, i to bez większego ryzyka kontroli. Przynajmniej jeśli są to tzw. „emisje niezorganizowane”. Tym bardziej chyba nikt takich emisji nie inwentaryzuje, prawda?

Podobnie jak emisji z pożarów wysypisk, które zatruwają powietrze, wodę i glebę – między innymi wspomnianymi wyżej wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi, metalami ciężkimi, dioksynami, ale też i wieloma innymi szkodliwymi substancjami.

Przy praktycznie niezmiennym poziomie emisji zanieczyszczeń,

jakością powietrza w Polsce od lat rządzi wyłącznie pogoda

Gdy tylko wystąpią niekorzystne warunki meteorologiczne, wysokie emisje zanieczyszczeń od razu przekładają się na ich wysokie stężenia. A przecież nie musiałoby tak być. Nie tylko w większości krajów Unii Europejskiej spadek emisji, a przez to i stężeń zanieczyszczeń w powietrzu był znacznie większy niż w Polsce.

Stany Zjednoczone

W USA między 1990 a 2010 średnie roczne stężenia PM 2.5 spadły o 39%, zaś maksymalne jednogodzinne stężenia ozonu w okresie letnim (od kwietnia do września) zmniejszyły się o 9%. Odpowiednio zmniejszyła się też liczba zgonów przypisywanych zanieczyszczeniom powietrza. Jest to efekt skutecznej kontroli emisji zanieczyszczeń – pyłu i substancji, z których powstaje ozon.

Z drugiej strony Pacyfiku mamy kraj zupełnie inny niż USA:

Chiny

W ciągu zaledwie czterech lat (2013-1017) emisje NOx spadły tam o 21%, a emisje SO2 aż o 59%. W niektórych rejonach Chin spadek stężeń PM 2.5 w ostatnich latach wyniósł kilkadziesiąt procent! Oczywiście, spadek stężeń PM jest związany ze spadkiem emisji tego zanieczyszczenia. Choć z drugiej strony, wzrosły stężenia ozonu – paradoksalnie przede wszystkim dlatego, że spadły stężenia pyłu. Tak czy inaczej, chińskie osiągnięcia w poprawie jakości powietrza wyglądają naprawdę imponująco.

Warto raz jeszcze podkreślić, że podobnie jak w USA, także w Chinach poprawa jakości powietrza ma oczywiście związek z konsekwentną polityką państwa, wymuszającą redukcję emisji zanieczyszczeń.

No dobrze, ale Chiny są bardzo bogate, powie ktoś, a Polski nie stać na tak szybkie i radykalne działania. Naprawdę? Przecież Polska ma jakieś 1,5 krotnie wyższe PKB na głowę mieszkańca niż Chiny! A jak już jesteśmy przy PKB per capita, to warto dodać, że w latach 1990-2016 w Polsce wzrosło ono ponad 7 razy. Co jak widać zupełnie nie pomogło nam uporać się z toksycznymi emisjami [6].

Przypisy

[1] A także od tego, jak dużo zanieczyszczeń napłynie do nas z zagranicy. Ale nie oszukujmy się, ogromna większość szkodliwych substancji, którymi oddychamy jest produkowana lokalnie.

[2] Na osłodę, z omawianego raportu dowiadujemy się że w tym samym okresie emisje całkowitego pyłu zawieszonego (ang. total suspended particles lub total suspended particulates TSP) spadły o 64%. Jest się z czego cieszyć? Nie bardzo. TSP, jak sama nazwa sugeruje, to wszystkie unoszące się w powietrzu cząstki pyłu. Także te większe niż 10 mikrometrów, które i tak są najmniej szkodliwe dla zdrowia, bo zatrzymują się gdzieś w górnych partiach dróg oddechowych. Z punktu widzenia ochrony naszego zdrowia najbardziej liczą się emisje (no dobra, właściwie to liczą się stężenia!) PM 2.5 i sadzy. A te, jak widzieliśmy, zmniejszyły się raptem o kilkanaście procent. Spadek emisji TSP, nawet tak duży, sam w sobie to nie jest jeszcze żaden sukces.

[3] Ciut bardzie precyzyjnie: suma emisji tych kilku mierzonych, szacowanych i raportowanych związków z grupy WWA.

[4] Przypomnijmy, że w międzyczasie z użytkowania wycofano (także w Polsce) benzynę ołowiową, zawierającą silnie toksyczny tetraetyloołów.

[5] Lubią o tym przypominać niektórzy urzędnicy z Ministerstwa Środowiska. Podobnie jak o tym, że we Francji i Niemczech też mają problem z zanieczyszczeniem powietrza.

[6] Wszystkie omawiane tu substancje to albo typowe „składniki smogu”, albo inne zanieczyszczenia szkodliwe dla naszego zdrowia. Ale z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku dwutlenku węgla, który – choć nie jest na razie bezpośrednio szkodliwy dla zdrowia, to jest najważniejszym gazem cieplarnianym.

Co prawda emisje CO2 w Polsce w roku 2017 były niższe niż w roku 1990, ale już od początku XXI w praktycznie nie zmieniają się (emisje związane ze spalaniem węgla nieco spadają, ale emisje związane ze spalaniem gazu ziemnego, paliw ropopochodnych i z produkcji cementu – rosną).

Fot. Katowice, Shutterstock/4K_HEAVEN

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o