Smog zmusza Indie do realizacji gigantycznych projektów

98
0
Podziel się:

Kiedy zakończył się letni monsun i ustały opady, Indie znów zaczął dusić smog. Ten przeludniony, uzależniony od brudnych paliw kopalnych kraj ma w związku z tym twardy orzech do zgryzienia. Do tego dochodzi presja ze względu na postępujące zmiany klimatu. Nic więc dziwnego, że Indie próbują za wszelką cenę rozwiązać problem złej jakości powietrza. Ostatnim przedsięwzięciem jest budowana gigantycznej elektrowni słonecznej. Będzie największa na świecie. Nasza farma słoneczna w województwie pomorskim to naprawdę małe piwo w porównaniu z tym, co obecnie realizują Indusi.

Indie: Smog to kwestia praw człowieka

Od kilku tygodni północne Indie dotyka smog, co nie jest niczym nowym w przypadku tego kraju. Miliony spalinowych samochodów, zakładów przemysłowych, elektrowni i zwykłych piecyków robią swoje, kiedy przestaje padać wraz z nadejściem monsunu zimowego. W Indiach zaczyna się pora sucha, która trwa do maja. Do tego czasu oprócz niepewności związanej z dostępem do wody i zbliżającymi się falami upałów, Indie będę borykać się z zanieczyszczanym powietrzem.

Problem jest na tyle poważny, że zajmuje się nim nawet Amnesty International. „Coroczny stan zagrożenia powietrza w Delhi nie jest ani nowym problemem, ani takim, który pojawia się bez ostrzeżenia. Powtarzające się zaniedbania rządu w zakresie ochrony ludzi przed narażeniem na niebezpieczne powietrze w Delhi i okolicach stanowią ryzyko naruszenia ich praw do życia i zdrowia. Za wszelką cenę należy unikać ludzkich kosztów zanieczyszczenia powietrza” – powiedziała Ann Harrison, doradczyni ds. klimatu w Amnesty International. „Zmiany klimatyczne i jakość powietrza są ze sobą nierozerwalnie powiązane, ponieważ te same zanieczyszczenia, które powodują zmiany klimatyczne, szkodzą jakości powietrza – zagrażając prawom ludzi do życia i zdrowia, a także prawu do zdrowego środowiska” – dodała.

Największa farma solarna na świecie

Indie stają pod presją pilności działań. Tylko rozwój zielonej energetyki, nieopartej na spalaniu jakichkolwiek paliw może zmienić sytuację. Problem jest duży, gdyż Indie to przeludniony kraj, w którym mieszka 1,4 mld ludzi. Nic więc dziwnego, że państwo, w tym firmy prywatne podejmują się działań o dużej skali. Mowa o gigantycznej farmie słonecznej, która jest obecnie budowana na słonej pustyni Rann.

To właśnie tam, w pobliżu południowej granicy z Pakistanem, tysiące robotników skrzętnie pracują nad potężną elektrownią słoneczną. Ma być widoczna z kosmosu. „Pracują tu ludzie z całych Indii” – mówi Mamta Verma, szefowa projektu Khavda i główna sekretarz ds. energii w stanie Gudżarat. W północnej, pustynnej części tego indyjskiego stanu jest sporo miejsca, by móc realizować takie projekty. Na zlecenie indyjskiego rządu realizuje go międzynarodowy konglomerat – Adami Group. Pracuje przy nim około 4 tys. robotników i 500 inżynierów. Wszyscy muszą stawić czoła trudnym warunkom, jakie stwarza słona pustynia leżąca w pobliżu Morza Arabskiego. Innego wyjścia nie ma. Gudżarat to stan obejmujący swoją powierzchnią prawie 2/3 powierzchni Polski, a mieszka tam 60 mln ludzi. Północ tego stanu zajmują suche pustynne i półpustynne tereny.

Nie ma innej drogi wyboru, jeśli chce się to zrobić w miarę szybko, stawiając farmę o ogromnej powierzchni i dużej mocy. O tym napisał na Twitterze/X Gautam Adani, prezes Adani Group. „Jesteśmy dumni, że możemy odegrać kluczową rolę w imponujących postępach Indii w dziedzinie energii odnawialnej, budując największy na świecie park zielonej energii. Ten monumentalny projekt, obejmujący 726 km2 na trudnej pustyni Rann, jest widoczny z kosmosu” – napisał Adani. Na załączonych przez Adani zdjęciach można zobaczyć pierwsze postępy w budowie.

Zielone ambicje stanu Gudżarat

To elektrownia, która będzie miała imponującą moc, bo aż 30 GW, co pozwoli na zasilanie w energię elektryczną ponad 20 mln domów. Jak informują indyjskie media, takie przedsięwzięcie stanowi znaczący postęp w zaspakajaniu kraju na energię przy jednoczesnym przestrzeganiu praktyk przyjaznych dla środowiska. Koszt tego projektu, jak szacują władze w New Delhi to 2,26 mld dolarów. Indie mają duże ambicje, by wyzbyć się, a przynajmniej znacznie ograniczyć spalanie paliw kopalnych. „W ciągu najbliższych 3-5 lat Gudżarat z pewnością będzie głównym centrum sektora energii odnawialnej” – powiedziała Verma. Dodała przy tym, że dzięki polityce krajowej, stan Gudżarat w nadchodzących latach nie będzie już zależny od paliw kopalnych.

Indie przeszły „daleką drogę” w swoim dążeniu do energii odnawialnej

„20 lat temu Indie znajdowały się dokładnie tam, gdzie ogromna część rozwijającego się świata” – powiedział Ajay Mathur, dyr. generalny Międzynarodowego Sojuszu Słonecznego. Międzynarodowy Sojusz Słoneczny to sojusz ponad 120 krajów sygnatariuszy, które w większości znajdują się w strefie międzyzwrotnikowej. Podstawowym celem sojuszu jest praca na rzecz efektywnego wykorzystania energii słonecznej w celu zmniejszenia zależności od paliw kopalnych.

Niecałe 200 km od miejsca budowy farmy słonecznej Khavda, Adani Group realizuje inną inicjatywę. W mieście Mundra swoją działalność rozpoczęła fabryka, która produkuje części do realizacji projektów Khavda i nie tylko. To jedno z niewielu miejsc w Indiach, gdzie większość komponentów potrzebnych do budowy farmy słonecznej jest produkowana od podstaw. W tym względzie Indie dokonały postępu i nie muszą nic importować z zewnątrz. Jak powiedział Mahtur, „Indie przebyły długą drogę”, a ich wielkoskalowe projekty w zakresie energii odnawialnej, w tym park Khavda, będą inspiracją dla innych krajów rozwijających się. „Oto kraj, który był dokładnie w tym miejscu, w którym jest dzisiaj i był w stanie dokonać zmian”.

To nie jedyny projekt. Aby zwiększyć produkcję energii elektrycznej z OZE w całym stanie realizowane są inne projekty. Np. niedawno państwowa spółka Gujarat Urja Vikas Nigam Ltd podpisała umowy na blisko 4 tys. małych projektów farm słonecznych. Każda z nich o mocy od 0,5 do 4 MW, a całkowita moc 2500 MV, czyli 2,5 GW. Projekty te mają być ukończone w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Wraz z ogłoszeniem w ciągu ostatnich kilku lat megaprojektów dotyczących energii odnawialnej, Gudżarat ma się teraz stać centrum wytwarzania energii z odnawialnych źródeł i produkcji sprzętu” – powiedział Kunj Shah, przewodniczący komisji ds. OZE w Radzie Assocham w Gudżarat.

A my?

Możemy patrzeć z podziwem na Indie, bo u nas takich projektów się nie realizuje. Ale nie do końca. Polska to nie Indie, u nas nie ma pustyń, odludnych terenów, gdzie można stawiać wielkie obiekty. Już sam projekt CPK abstrahując od formy realizacji, wzbudzał sprzeciw mieszkańców. Farma słoneczna w Zwartowie, w woj. pomorskim ma jedynie skromne 300 ha, czyli tylko 3 km2. To największa w Polsce elektrownia słoneczna, która generuje moc ponad 200 MW, co oznacza, że może dostarczyć energię dla ponad 150 tys. domów.

To nieporównywalnie mniej niż w przypadku projektu indyjskiego. Ale czy to dobrze, że powstał tak duży obiekt? Bo 300 ha robi wrażenie. Jak zauważa Marcin Popkiewicz, autor kilku książek, m.in. „Rewolucja energetyczna. Ale po co?”, to jednak za dużo. „Uważam, że 300 ha PV w jednym miejscu w naszych realiach to za dużo” – stwierdził Popkiewicz. A warto zwrócić uwagę, że to największa w Europie Środkowo-Wschodniej farma słoneczna.

Ktoś tu kręci nosem

I tu ponownie w tej kwestii wracamy do Indii. O ile w Polsce budowanie dużych farm słonecznych nie jest najlepszym pomysłem, to co innego w Indiach, gdzie jest dużo bezludnych terenów. A jednak. W przypadku farmy słonecznej Khavda swoją krytykę wyrażają… ekolodzy. Według nich tak duża farma słoneczna wpłynie na ekosystem, na krajobraz pustyni. „Pustynia solna to wyjątkowy krajobraz”, „bogaty we florę i faunę”, w tym flamingi, lisy pustynne i gatunki ptaków wędrownych, które przylatują z Europy i Afryki na zimę do tego regionu” – uważa Abi T Vanak, naukowiec zajmujący się ochroną przyrody w Bengalore.

Ekolodzy uważają, że choć OZE trzeba rozwijać i to, szybko, to należy to robić z rozwagą, tak, aby było to korzystne dla wszystkich. Protestów nie ma. Sami mieszkańcy okolic owej elektrowni nie wiedzą, co to dla nich oznacza. Wielu ludzi, także tych starszych z nadzieją patrzy na takie projekty, nie widząc w nich nic złego. „Uważam, że te zmiany są zarówno dobre, jak i złe” – powiedział 75-letni Hirelal Rajde, dodając, że korzyści będzie więcej. Tak więc budowa idzie do przodu i będzie gotowa za niecałe trzy lata.

Zdjęcie: Amit/kg

Podziel się: