Specjalna ustawa obronna wesprze fotowoltaikę i pompy ciepła. “Kwestia bezpieczeństwa narodowego”

Podziel się:
Pompy ciepła Joe Biden USA

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden zdecydował się sięgnąć po ustawę o produkcji obronnej, by wesprzeć sektory kluczowe dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Korzenie tego rodzaju wsparcia sięgają lat II wojny światowej. Tym razem skorzystają firmy zajmujące się m. in. energią słoneczną, ocieplaniem budynków, pompami ciepła, ogniwami paliwowymi i metalami rzadkimi. Inwestycje mają też dać zarobić amerykańskim firmom i uniezależnić się od Chin.

Ciekawa jest forma wsparcia. Przepisy o wsparciu produkcji kluczowej dla bezpieczeństwa narodowego są uruchamiane w nadzwyczajnych okolicznościach. Ich korzenie sięgają czasów II wojny światowej i późniejszej Zimnej Wojny. W ostatnich latach korzystał z nich na przykład Donald Trump, by zapewnić dostawy respiratorów w czasie pandemii koronawirusa. Teraz Joe Biden sięgnął po nie, by wzmocnić krajowe firmy zajmujące się odnawialnymi źródłami energii, wodorem i ociepleniami domów.

Powody są dwa. Jednym jest oczywiście wojna w Ukrainie, związane z nią zawirowania na rynkach gazu i ropy oraz chęć uderzenia w Rosję. Drugim to,  że Stany (tak samo jak reszta świata) w dziedzinie energetyki odnawialnej uzależniły się od chińskich producentów. To powoduje, że tempo rozwoju i zmian polityki energetycznej zależy od dostaw z Pekinu i jego chęci. Teraz uznano to za zagrożenie, które ogranicza możliwość reagowania na kryzysy energetyczne. Dążenie do uniezależnienia od Chin ma być też szansą dla gospodarki USA. Celem jest znaczące zwiększenie krajowej produkcji i eksportu.

A także poprawa technologii, w której Stany wyprzedzają nie tylko Chiny, ale nawet Europa.

Jak rozkręcić producentów?

W krótkim terminie ma pomóc zniesienie ceł na import z Chin podzespołów do fotowoltaiki. To uznano za konieczne, ponieważ amerykańscy producenci i instalatorzy mają dziś bardzo duży problem z dostawami oraz ich cenami. Ale dużo bardziej interesujące jest rozwiązanie długoterminowe.

Uznano bowiem, że najlepszą metodą wsparcia będą tutaj gwarantowane zakupy federalne. I zapewniono producentów, że jeżeli nie będą w stanie znaleźć nabywców na rynku, rząd kupi od nich wszystko, co wyjedzie z fabryk. Takie postawienie sprawy ma skłonić ich do zainwestowania w rozwój linii produkcyjnych oraz technologii, zwiększyć podaż produktów na rynek i… obniżyć ich ceny.

Tańsza i bardziej dostępna oferta, w połączeniu z drogimi gazem i ropą, ma skłonić Amerykanów do przechodzenia na energię odnawialną. – Rząd wysyła wiadomość do producentów. Inwestujcie, ponieważ będzie rynek na wasz produkt. Nie martwcie się, że nie będzie nabywców, albo że gospodarstwa domowe i firmy wybiorą inną technologię. Nie martwcie się o to. O to my będziemy się martwić. Po prostu to róbcie – komentował dla “Scientific American” Ari Matusiak, szef organizacji Rewiring America.

Sygnał wysłano do kilku branż, które uznano za kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego.

Na rządowe zakupy mogą liczyć producenci pomp ciepła i ociepleń budynków. Ale pomoc będzie skierowana też do przedsiębiorstw związanych z fotowoltaiką, z rozwojem sieci elektroenergetycznych, wykorzystaniem wodoru do produkcji energii oraz metalami rzadkimi, które są niezbędne w rozwoju OZE i technologii ogniw paliwowych. A dziś praktyczny monopol na nie spoczywa w rękach Chin.

Nadwyżki dla biednych i na eksport

Co władze zrobią z kupionym sprzętem (o ile rynek go nie wchłonie)? Plan jest taki, że skorzystają budynki federalne oraz wybrane społeczności. Te będą mogły pompy ciepła, materiały ociepleniowe i fotowoltaikę dostać za darmo lub po bardzo promocyjnych cenach. Celem byłoby pokazanie dobrych wzorów oraz ograniczenie ubóstwa. Pomysł wydaje się być dobry, bo trudno o lepszą pomoc dla gorzej sytuowanych osób niż wyrzucenie do kosza rachunków za ogrzewanie. A właśnie to może zrobić połączenie paneli fotowoltaicznych z pompami ciepła. Ale nie tylko one. Plan jest też taki, że nadwyżkowe pompy ciepła pojadą do Europy, w której popyt jest aktualnie znacznie wyższy niż możliwości rodzimych producentów. Ci będą zwiększać produkcję, ale wszystkich potrzeb nie zaspokoją. To – oczywiście – Amerykanie uznali za doskonałą okazję do zarobienia pieniędzy.

Pompy ciepła nie są jedynym towarem, który możemy teraz produkować. Widać, że w Europie brakuje także materiałów ociepleniowych, a Ameryka ma niewykorzystane moce produkcyjne. Załadujcie statki pożądanymi towarami i pozwólcie Brytyjczykom zapełnić ich strychy. Tak, by kiedy przyjdzie listopad przyszłego roku (a listopad przyjdzie) stary kocioł w piwnicy nie musiał pracować tak ciężko, kiedy oczekuje na to, by zastąpiła go nowoczesna pompa ciepła – pisał na blogu Bill McKibben. Znany aktywista ekologiczny, który był jednym z ludzi zaangażowanych we wprowadzenie nowych przepisów.

Pomóc sojusznikowi i jeszcze na tym zarobić

Joe Biden liczy więc na to, że jednocześnie pomoże sojusznikom i wzmocni amerykańską gospodarkę. Chce wykorzystać to, że popyt na odnawialne źródła energii, pompy ciepła oraz ocieplenia budynków będzie w najbliższych latach ogromnych. Widać to m. in. po skali programów, które wdrażają kolejne kraje. Same Wielka Brytania i Niemcy liczą na montaż milionów pomp ciepła. A szacuje się, że cała Europa – wstrząśnięta kryzysem – może zamontować ich w najbliższych latach od 50 do 75 milionów.

Eksperci mówią, że nowe amerykańskie regulacje można potraktować, jak pierwszy krok do nowej, rozszerzającej interpretacji art. 5 traktatu ustanawiającego NATO. W dzisiejszym świecie wojnę toczy się bowiem na różne sposoby. Nie tylko z pomocą czołgów. I wywołanie kryzysu energetycznego jest jedną z nich. Wykorzystanie mocy słońca, wiatru i nowoczesnych technologii pozwalających ocieplać budynki, to także sposób na jej prowadzenie. I – w długim terminie – być może także wygranie.

Dodatkowym zwycięzcą może być klimat. Szacuje się, że dziś ok. 13 proc. amerykańskich emisji gazów cieplarnianych pochodzi z domów. Szybki rozwój tzw. czystej energii w Stanach Zjednoczonych z pewnością pozwoli je ograniczyć. Podobnie mogłoby być też u nas. Ale woleliśmy budować Ostrołękę.

Fot. Juice Flair/Shutterstock.

Podziel się: