Kto jest naiwnym dzieckiem?

2696
0
Podziel się:
Greta Thunberg

Greta Thunberg jest dziś powszechnie znana, choć świat usłyszał o niej pierwszy raz raptem rok temu. Jej osoba i działalność budzą często silne emocje, nie tylko pozytywne. Młoda szwedzka aktywistka bywa również obiektem krytyki, czasem bardzo ostrej.

Jednym z takich krytycznych głosów jest tekst „Greta Thunberg. Klimatyczny symbol bez znaczenia” autorstwa Jakuba Wiecha. Wiech podpisał się też pod streszczeniem artykułu z The Sunday Times, którego autor – Dominic Green – twierdzi że Greta jest narzędziem w rękach speców od PR-u, lobbystów i „wielkiego biznesu” (więcej o tym tekście przeczytacie Państwo w przypisie [1]).

Takich tekstów nie należy pozostawiać bez komentarza. I nie chodzi o to, że Gretę Thunberg należy otaczać parareligijnym kultem, unikając przy tym jakiejkolwiek krytyki działań jej samej lub jej otoczenia [2].

Redaktor Wiech przedstawia jednak niepełny, nadmiernie uproszczony, zniekształcony a w wielu miejscach po prostu nieprawdziwy obraz rzeczywistości. Weźmy choćby stwierdzenie:

„Ludzkość zdaje sobie sprawę z powagi klimatycznego problemu”

W domyśle zapewne: działalność osób takich jak Greta Thunberg jest zbędna.

Cała ludzkość czy choćby duża jej część zdaje sobie sprawę z ryzyka destabilizacji systemu klimatycznego naszej planety najdalej w ciągu kilku dekad? Serio?

A co z milionami ludzi na całym świecie (w tym na przykład związkowcami z górniczej „Solidarności”) którzy wciąż wierzą w kłamstwa na temat klimatu siane przez „przemysł fabrykowanych wątpliwości”, przez think-tanki takie jak Heartland Institute? Co z wiceprezesem zarządu PGNiG, wypisującym brednie o przyczynach zmian klimatycznych?

Nie jest możliwe by Jakub Wiech nie zdawał sobie sprawy z zasięgu i siły oddziaływania klimatycznego negacjonizmu. Sam pisał przecież cenny, krytyczny komentarz do bałamutnego tekstu Tomasza Cukiernika w „Do Rzeczy” [3].

(Patrz też komentarz do tego samego tekstu zamieszczony na profilu naukaoklimacie.pl.)

Redaktor Wiech przeprowadził również wywiady z Łukaszem Warzechą i Januszem Korwinem-Mikke; a naprawdę trudno powiedzieć o którymś z tych sympatycznych dżentelmenów że „zdaje sobie sprawę z powagi klimatycznego problemu”. No chyba że przez „zdawać sobie sprawę” rozumiemy „słyszeć, że gdzieś tak twierdzą (jacyś głupi lewacy)”?

Przykłady osób i instytucji do dziś nie zdających sobie sprawy z powagi problemu zmiany klimatu (a przynajmniej zupełnie tego po sobie nie pokazujących) można by oczywiście mnożyć.

Śpijcie spokojnie, możni tego świata zdają nie dadzą nam zginąć

Jeszcze bardziej oderwane od rzeczywistości (a przez to szalenie zabawne) jest zdanie:

Światowi przywódcy czerpią wiedzę na ten temat choćby z działalności Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), który regularnie publikuje raporty sygnalizujące potrzebę szerokich działań zmierzających w tym zakresie.

Czytaj: „Nie ma zatem potrzeby im o tym przypominać – wróć do szkoły, mała dziewczynko!”

Oj tak, wszyscy czerpią tę wiedzę pełnymi garściami! Są też ustaleniami IPCC niezwykle przejęci i z zapałem przeprowadzają „szerokie działania”. Szczególnie dwaj znani z empatii prezydenci: Donald Trump, który m. in. wycofał USA z Porozumienia paryskiego i Jair Bolsonaro, intensyfikujący wycinkę puszczy Amazońskiej (obydwaj panowie to negacjoniści klimatyczni). Nie zapominajmy też o głęboko zatroskanym kondycją naszej planety Władimirze Władimirowiczu Putinie, ani o przywódcach państw z rejonu Zatoki Perskiej, które podobnie jak Rosja żyją głównie ze sprzedaży ropy i gazu.

Co roku pod egidą ONZ zwoływany jest szczyt klimatyczny COP.

– przypomina nam też Jakub Wiech. Zapomina jednak dodać że jeszcze niedawno nikt się specjalnie szczytami klimatycznymi nie interesował (a już na pewno nie w naszym kraju).

Nie pisze też że ubiegłoroczny COP cieszył się dużo większym zainteresowaniem opinii publicznej niż poprzednie edycje tej imprezy między innymi za sprawą … Grety Thunberg.

Potrzebne jest i „mędrca szkiełko i oko” i „czucie”

Zresztą sama wiedza o zagrożeniu, bez wywołanych przez nią właściwych emocji i uczuć nie wystarczy by skłonić kogokolwiek do jakiejkolwiek trwałej i głębokiej zmiany. Inaczej nikt by nie palił tytoniu – bo każdy chyba słyszał, że palenie szkodzi, prawda? Podobnie jest jeśli chodzi o walkę z kryzysem klimatycznym.

I właśnie w takiej „emocjonalnej mobilizacji” rola Thunberg jako ikony, symbolu, przykładu czy charyzmatycznej postaci jest trudna do przecenienia. Co może być nieco zaskakujące o tyle, że sama Greta wypowiada się bardzo spokojnie, bez nadmiernego okazywania emocji, do bólu racjonalnie i gorzko.

Bynajmniej nie jest więc prawdą – jak sugeruje Wiech – że Greta Thunberg:

forsuje stylu rozmowy o zmianach klimatu, który można dobrze opisać słowami (…): Zagłady świata się boję. Więc dla poprawy nastroju. Wrzeszczę jak dziecko w ciemnym zamknięte pokoju.

Wystarczy posłuchać przemówień Grety (np. tego w brytyjskim parlamencie) by całkiem jasne stało się że należy taktować ją jako świadomą, dorosłą i w pełni samodzielną intelektualnie osobę.

Z drugiej strony Greta Thunberg nie jest też istotą z innej planety ani mesjaszem. I nie musi mieć gotowych rozwiązań dla wszystkich problemów tego świata. Ma również prawo mylić się i popełniać błędy.

Ale czy zwiększanie świadomości społecznej ma w ogóle sens?

Oddajmy głos Jakubowi Wiechowi:

„W porządku” – powie ktoś z grona zwolenników działań Grety. „Dziewczynka może nie wpłynie na polityków, ale podniesie świadomość wyborców w kwestii zmian klimatu, a oni już wybiorą odpowiednich ludzi, albo sami zaczną coś robić w tej kwestii”. Niestety, istnieje mnóstwo dowodów na to, że zwiększona świadomość pewnych zagrożeń czy szkodliwych skutków niektórych działań nie przekłada się na ich redukcję, zwalczanie czy unikanie.

Istnieje też sporo dowodów na to, że gdzieniegdzie i czasem jednak się przekłada. Weźmy przywoływane przez Wiecha palenie tytoniu. Tak, to prawda, że “powszechna świadomość szkodliwości palenia nie wyeliminowała tego nałogu“. Jednak w Polsce w ciągu ostatnich dekad lat bardzo znacząco spadła zarówno całkowita ilość wypalanych papierosów, jak również liczba palaczy (choć zdarzają się lekkie „wahnięcia” tego spadkowego trendu).

Inny przykład to całkiem nowe zjawisko zwane flygskam – wstyd przed lataniem lub „obciach latania” i związany z nim częstszy wybór innych niż samolot środków transportu. Póki co głównie w ojczyźnie Grety, ale może na tym się nie skończy.

Wyniki ostatnich wyborów do Europarlamentu (choćby niezły wynik niemieckich Zielonych [4]) również nieco podważają zacytowane wyżej, dość kategoryczne twierdzenia.

Ale dużo ważniejsze jest co innego; coś, co zadaje się zupełnie umykać uwadze Redaktora Wiecha.

Jeśli mamy poradzić sobie z kryzysem klimatycznym, to konieczne są wyrzeczenia, i to dość bolesne. Bez świadomych (przynajmniej w dużej swojej części) społeczeństw przeprowadzić potrzebnych zmian raczej się nie uda.

I nie chodzi o to, że uświadomieni ludzie sami z siebie zrezygnują na przykład z latania samolotem, codziennego korzystania z prywatnych aut osobowych lub ograniczą jedzenia mięsa. Wszyscy na pewno nie zrezygnują i nie ograniczą, choć jakaś część z nas tak zrobi lub już zrobiła.

Chodzi o to, że jeśli pewne zmiany (np. wzrost cen paliwa lotniczego czy mięsa) zostaną wprowadzone odgórnie, jako rozwiązania systemowe, to im bardziej świadome jednostki i społeczeństwa, tym większa szansa że zmiany takie zostaną zaakceptowane. I że nie skończy się to jak we Francji: protestami „żółtych kamizelek”.

Tak przynajmniej twierdzą znający się na rzeczy psycholodzy społeczni.

Zresztą przecież dokładnie tak było z wprowadzaniem zakazu palenia tytoniu w miejscach publicznych. Nowe przepisy zostały przyjęte bez dużego oporu, co prawdopodobnie nie byłoby możliwe gdyby nie duża świadomość społeczna negatywnych skutków tego nałogu. Po sześciu latach od wprowadzenia w Polsce zakazu palenia w miejscach publicznych odsetek palaczy zmniejszył się z 31 do 24 proc.

Podobnie jest z walką ze smogiem, także w naszym kraju. Kiedy tylko świadomość istnienia i wagi tego problemu w społeczeństwie gwałtownie wzrosła, zmiany w prawie które wcześniej były nie do pomyślenia okazały się nagle możliwe.

Wśród przykładów sytuacji gdy „zwiększona świadomość pewnych zagrożeń czy szkodliwych skutków niektórych działań nie przekłada się na ich redukcję, zwalczanie czy unikanie” Wiech wymienia także problem otyłości i nadwagi oraz nadmierne spożycie alkoholu.

W tych dwóch przypadkach wciąż „nie przekłada się” może właśnie dlatego, że pewne odgórne regulacje (obniżenie poziomu cukru w słodyczach czy wręcz zakaz sprzedaży pewnych produktów spożywczych, ograniczenie dostępności alkoholu, wzrost akcyzy, itp…) nie zostały jeszcze wprowadzone?

Te same mechanizmy i prawidłowości obowiązują w przypadku walki ze zmianą klimatu. I tu znów rola osób zaangażowanych w aktywizm klimatyczny (w tym właśnie Grety Thunberg) w zwiększaniu świadomości i wrażliwości społecznej wydaje się bardzo istotna.

Nie tylko Greta…

No właśnie, jeszcze jedna, z pozoru oczywista rzecz: współczesny klimatyczny aktywizm to nie tylko Greta, ani nawet nie głównie Greta. Mamy też Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Earth Strike, Extinction Rebellion (XR) i wiele innych grup i organizacji rozsianych po całym świecie, a obecnie działających również w naszym kraju. Skupianie się na osobie Grety Thunberg jest nadmiernym upraszczaniem dość złożonej rzeczywistości i nie prowadzi do niczego dobrego.

Te nowe ruchy mają już zresztą na koncie parę sukcesów. Akcje wolnego od przemocy obywatelskiego nieposłuszeństwa organizowane w Wielkiej Brytanii przez Extinction Rebellion doprowadziły do ogłoszenia stanu „zagrożenia klimatycznego” przez brytyjski parlament. Deklaracje konkretnych, dość ambitnych działań na rzecz ochrony klimatu ogłaszają władze wielu miast i regionów, na razie głównie w krajach anglosaskich.

To, że metoda działania XR bywa skuteczna nie jest zresztą przypadkiem – stoi za nią potwierdzona całkiem solidnymi dowodami empirycznymi „zasada 3,5 procent”.

O tym, że działalność aktywistów klimatycznych nie jest pozbawiona sensu i znaczenia może też świadczyć niedawna wypowiedź Mohammeda Barkindo, Sekretarza generalnego OPEC (Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową). Wśród największych zagrożeń dla branży naftowej Barkindo wskazał … mobilizację opinii publicznej przeciwko wydobyciu ropy, także przez młodzież. Na tą wypowiedź zareagowała zresztą m. in. Greta Thunberg, pisząc na Twitterze:

Dziękuję! To dla nas największy komplement!

„Formułę skutecznego klimatycznego aktywizmu trzeba dopiero wymyślić”

– twierdzi jednak Wiech, i dodaje że:

Świat tkwi w klimatycznym impasie, który pewnie zostanie przełamany, ale w przyszłości.

W przyszłości. Tak jakbyśmy na odejście od paliw kopalnych, na uchronienie się przed katastrofalnymi skutkami zmiany klimatu mieli jeszcze mnóstwo czasu.

A przecież wiadomo, że nie mamy.

To co proponuje Wiech sprowadza się więc w praktyce do utrzymania status quo – do czekania i nie robienia (prawie) niczego. No może poza postulowaniem zwiększenia udziału energetyki jądrowej w miksie energetycznym i apelowaniem do Niemców, by nie wyłączali swoich elektrowni atomowych [5].

Jednak oprócz najbardziej fanatycznych orędowników „transformacji atomowej” większość z nas doskonale rozumie że energetyka jądrowa, jakkolwiek będąca bardzo cennym wsparciem w walce z kryzysem klimatycznym, sama z siebie nie rozwiąże wszystkich naszych problemów. Nawet jeśli chodzi tylko i wyłącznie o produkcję energii elektrycznej [6].

Bez zmian świadomości społecznej, bez akceptacji ze strony społeczeństwa i bez pewnego rodzaju rewolucji czy raczej mobilizacji nie mamy szans na szybkie przeprowadzanie koniecznych zmian technologicznych i ekonomicznych, a co za tym idzie, na uniknięcie najgorszego scenariusza przyszłości.

Widać więc jasno, że krytykowanie ikon, twarzy czy też heroldów tej mobilizacji w sposób w jaki robi to Jakub Wiech szkodzi walce ze zmianą klimatu, a zatem nam wszystkim.

Podziękowania

Przy pisaniu tego tekstu bardzo pomocne były dla mnie uwagi, komentarze i wskazówki jakie otrzymałem od dr Magdaleny Budziszewskiej (Wydział Psychologii UW). Odpowiedzialność za wszelkie niedoskonałości tekstu i ewentualne błędy spada jednak wyłącznie na mnie.

Przypisy

[1] W tekście który ukazał się 20 sierpnia na portalu Energetyka24 Jakub Wiech przytacza najważniejsze tezy artykułu „Greta Thunberg and the plot to forge a climate warrior” (w tłumaczeniu JW: „Greta Thunberg i historia stworzenia klimatycznego wojownika”) opublikowanego w brytyjskim dzienniku The Sunday Times.

Z artykułu Jakuba Wiecha możemy dowiedzieć się że oryginalny tekst autorstwa Dominica Greena:

Rozrysowuje sieć połączeń mających stać za postacią Grety Thunberg (…). Zdaniem autora tekstu, za sukcesem nastolatki stoją m. in. lobbyści, specjaliści od public relations oraz organizacje powiązane pośrednio z koncernami energetycznymi.

Które to koncerny:

Szykują się do największego napływu rządowych kontraktów w historii, które mają polegać na zazielenianiu zachodnich gospodarek. Greta, obojętnie od tego, czy jej rodzice wiedzą czy nie, staje się twarzą ich strategii politycznej

Trudno powiedzieć, na ile te informacje są prawdziwe. Należałoby wykazać że powiązania, o których mowa są nielegalne albo że prowadzą do jakiś ukrytych, niecnych celów. Na razie wygląda to na czystą insynuację.

Wątpliwości może budzić też źródło tych rewelacji.

Nie jest trudno się zorientować, że wydająca The Sunday Times firma Times Newspapers Ltd. została już bardzo, bardzo dawno temu, bo w roku 1982 przejęta przez należącą do Ruperta Murdocha News Corporation. Który to Rupert Murdoch zasiadał kiedyś w zarządzie Cato Institute (Instytut Katona), dawniej The Charles Koch Foundation.

Ta niewinna nazwa skrywa think-tank skupiający gospodarczych libertarian i klimatycznych negacjonistów, a przynajmniej „sceptyków”, twierdzących że naukowcy i media wyolbrzymiają zagrożenie związane ze zmianą klimatu. Nie powinny nas więc zdziwić bardzo bliskie związki Cato Institute z Heartland Institute.

Z kolei Heartland Institute od lat zajmuje się podważaniem naukowego konsensusu na temat przyczyn i konsekwencji zmiany klimatu, a wcześniej podobną działalnością w kwestii szkodliwości palenia tytoniu. Wystarczy?

The Sunday Times to nie jest więc najlepszym medium do zarzucania komukolwiek lobbingu i powiązań z koncernami energetycznymi. A ustalenie tego co napisane wyżej naprawdę nie wymaga doświadczenia w dziennikarstwie śledczym, wystarczy Wikipedia i cytowane tam źródła.

Dlaczego zatem Jakub Wiech powołuje się na medium, co do którego bezstronności i obiektywizmu można mieć bardzo poważne zastrzeżenia?

A nawet gdyby to co pisze Dominic Green było w 100% prawdą, to co z tego?

Że Gretę popiera opcja socjaldemokratyczna lub lewicowa? A kto ma Ją do cholery popierać? Konserwatywni klimatyczni negacjoniści, nierzadko opłacani albo wspierani przez Rosję lub przez przemysł paliw kopalnych z USA?

„Zazielenianie” zachodnich gospodarek to faktycznie przerażająca perspektywa, prawie koniec świata… ale chyba tylko dla osób powiązanych z branżą paliw kopalnych (w Polsce np. z PKN Orlen, Lotosem czy PGNiG, energetyką węglową czy górnictwem węgla kamiennego).

Cóż, wiadomo że jeśli jedną grupę produktów, usług czy technologii zmienimy na inną, stracą jedni, zyskają drudzy. I że z dwojga złego lepsi lobbiści od zielonej energii niż Ci od paliw kopalnych – wciąż daleko przecież potężniejsi, bardziej wpływowi i destrukcyjni dla naszej planety i nas samych. Tak jak z dwojga złego dużo lepsi są lobbiści piwa bezalkoholowego i niskoprocentowego od lobbistów mocnych alkoholi.

[2] Na przykład przynajmniej częściowo mogą wydawać się zasadne zastrzeżenia co do rejsu Grety Thunberg i towarzyszących jej osób przez Atlantyk. Wobec całokształtu działalności szwedzkiej aktywistki jest to jednak mało istotny szczegół.

[3] Tekst Tomasza Cukiernika o którym tu mowa to tylko jeden z całej serii tego typu artykułów który ukazał się kilka tygodni temu w niektórych polskich i rosyjskich mediach. W tym samym numerze „Do Rzeczy” (nr 29) znalazł się też groteskowy tekst Rafała Ziemkiewicza, a dwa numery wcześniej niezły jako substytut porannej kawy artykuł Łukasza Warzechy (nr 27 Do Rzeczy).

Zarówno artykuł Ziemkiewicza, jak i tekst Warzechy a także podobne artykuły w „Gazecie Polskiej” (numery z 19/06/2019 i 3/07/2019) zostały odpowiednio skomentowane przez ludzi znających się na klimacie (szczerze współczuję komentującym…).

[4] Co – patrząc wyłącznie przez pryzmat walki ze zmianą klimatu – wcale nie jest jednoznacznie pozytywną wiadomością. Niemieccy Zieloni są bowiem przeciwnikami energetyki atomowej. Nie tylko nie chcą budowy nowych bloków energetycznych, ale też chcą zamykać istniejące. Jest to ekstrawagancja którą w czasach tak ostrego kryzysu klimatycznego trudno oceniać łagodnie i pobłażliwie.

[5] Swoją drogą, warto apelować, a konkretnie podpisać petycję.

W pełni zgadzam się z redaktorem Wiechem jeśli chodzi o ocenę przedwczesnego zamykania niemieckich elektrowni jądrowych – jest to fatalna i karygodna decyzja.

[6] I to nawet wtedy, gdyby udawało nam się budować w skali globu dziesiątki reaktorów rocznie.

Tym bardziej nie uratuje nas ewentualna zmiana decyzji Niemiec na temat przyszłości energetyki jądrowej w tym kraju. Choć oczywiście byłoby dużo lepiej i dla Niemiec, i dla świata, gdyby niemieckie elektrownie atomowe mogły pracować jak najdłużej i nie były zastępowane elektrowniami na węgiel brunatny czy gaz ziemny. (Podobnie jeśli chodzi np. o japońskie elektrownie jądrowe.)

Dlatego warto podpisać odpowiednią petycję, patrz przypis [5].

Wciąż jednak pozostają inne niż energetyka źródła emisji gazów cieplarnianych. Co z rolnictwem? Co z ogrzewaniem budynków tam, gdzie nie ma szans na doprowadzenie sieci ciepłowniczej? A transport drogowy, lotniczy, morski? Co z nimi? Tu energetyka atomowa wiele nie pomoże.

Fot. Daniele COSSU / Shutterstock.com.

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o